Urodziłem się z porażeniem mózgowym w 1980 roku z niedowładem kończyn dolnych i prawej strony ciała.
Jednak od najwcześniejszych lat byłem intensywnie rehabilitowany co przyniosło poprawę mojego stanu zdrowia.
Chorobie tej towarzyszyła dystrofia mięśniowa a poruszanie się o kulach lub jazda na wózku wymagały siły i wytrzymałości.
W wieku 14 lat zachwycił mnie film z Arnoldem "Connan Barbarzyńca". Zachwycony jego potężną muskulaturą postanowiłem stać się taki jak on.
Ponieważ Tata mój trenował ciężary i kulturystykę miałem kilka książek na ten temat.
Powoli krok za krokiem próbowaliśmy montować prymitywny sprzęt: ławka z ramy od akwarium, sztanga, pręt i worki z piaskiem.
Potpatrywałem jak się ćwiczy ze starych książek niestety nie mając pojęcia o diecie.
Trenowałem 7 razy w tygodniu po kilka godzin, myśląc iż w ten sposób zbuduję się jak Schwarzeneger.
W 1995 roku po przeprowadzce do Bielska-Białej - w domu prywatnym jest więcej miejsca na sprzęt niż w bloku na II piętrze przed przeprowadzką.
Od Rodziców dostałem ławeczkę uniwersalną, a wujek wytoczył żelazne talerze.
W piśmie kulturystycznym (obecnie KiF) przeczytałem, iż co roku w Bydgoszczy organizowane są Zawody Kultyrystyczne o nazwie Debiuty w których każdy ćwiczący może się zaprezentować.
Mimo niepełnosprawności (i nie pełnej sylwetki - bez rozbudowanych nóg) zapragnąłem wziąść udział w tych zawodach. Zadzwoniłem więc do Prezesa Polskiego Związku Kulturystyki Pana Pawła Filleborna z zapytaniem o zgodę na mój występ. Pan Prezes porozumiał się w tym celu z Bydgoskim orgaznizatorem zawodów i otrzymałem zgodę na występ w debiutach.
Razem z moim przyjacielem Grzegorzem Doboszyńskim, który również jest niepełnosprawny pojechaliśmy na te zawody. Nasza wiedza o zawodach opierała się na tym, iż nalezy napinać mięśnie. W tym celu w pociągu na szybko układaliśmy układy dowolne, na tych zawodach zająłem III miejsce.
Po tym występie zapoznałem czołowego naszego kulturystę Radosława Słodkiewicza, który opowiedział mi o tym jak należy trenować, prowadzić dietę i przygotowywać się do zawodów.
O wynikach i rozwoju mojej kariery możecie przeczytać w C.V Sportowym.
Teraz już jako instruktor oraz sędzia w kulturystyce mogę świetnie się przygotować do każdego sezonu ale również pomagać i podpowiadać innym którzy chcą uprawiać tę dyscyplinę rekreacyjnie jak i profesjonalnie.
Do 2006 roku kulturystyka była całym moim Światem, pasją i zajmowała moje życie prywatne, lecz od momentu gdy poznałem moją obecną żonę Izabelę - która podziela ze mną moją pasję - pomaga w treningu, w przygotowaniu diety i jest cenną nieocenioną na zawodach - moje życie zostało wzbogacone o jeszcze jedną najcenniejszą wartość (miłość i wsparcie).
Izabela dopinguje mnie do dalszych postępów i osiągnięć, a każdy start i występ na scenie nie jest już skierowany wyłącznie do sędziów, gdyż wiem, iż dla niej jestem najlepszym z zawodników.
Nigdy nie mógłbym osiągnąć tego co osiągnąłem gdyby nie pomoc i zaangażowanie moich Rodziców, którzy nie szczędząc zdrowia wspierali mnie w każdym momencie mojego życia.